piątek, 1 lutego 2013

Rozdział 10

Z perspektywy Louisa
  
    Szwędając się bez konkretnego celu po całym domu, rozmyślałem o wszystkim i o niczym. Jednak w większości, moje myśli kierowały się w kierunku rodziny Horanów.
 Niall- słodki, kochany, sympatyczny idioto-łamaga. Że też właśnie dzisiaj  musiał rozwalić sobie tę nogę. Jasne. Kocham go jak brata, ale lepszej chwili nie mógł sobie znaleźć. On Harry i Liam pojechali do szpitala, a ja, Zayn, Melly i Alice siedzimy tutaj, w domu, zamartwiamy się o niego i sprzątamy ten syf, który po sobie pozostawił. Pięknie. A dzisiaj miało być tak cudownie. Bo ja i Mell...
 No właśnie. Melody... Piękna, mądra, przeurocza, dobroduszna,empatyczna, wesoła... Cóż. Mógłbym tak wymieniać w nie skończoność, ale nie mając czasu, przejdę do sedna sprawy. Zakochałem się w niej już bardzo dawno temu. Wow.. Zeszło już tak z trzy lata.. I nadal ją kocham. Jest moim oczkiem w głowie. Dla niej mógłbym poświęcić każdą sekundę mojego życia. I mam przeczucie, że ona myśli podobnie. Wyznałem jej to. I nawet pocałowałem. Ale oczywiście ktoś musiał nam przerwać. Tym ktosiem był nie kto inny, jak sam Niall. Boże... Rozumiem. Mi to jego młodsza kuzynka, ale czy on musi się we wszystko wpieprzać?
  Dobra.. Wracając do tematu... Gdy całowałem się z moją blond-włosom pięknością (a było to podczas gry w butelkę) poczułem, ze to coś więcej niż tylko zwykły, nic nie znaczący pocałunek. Był pełen namiętności i pożądania. Potem Melody wyszeptała mi do ucha coś w swoim języku. Gdybym tylko wiedział co to znaczy... Powiedziała: Ja też cię kocham" Ugh... A trzeba było się zapisać na dodatkowe zajęcia z języka polskiego gdy jeszcze był na to czas. A teraz? Teraz mogę się tylko obwiniać za to, ze nie słuchałem mamy. Wracając... Potem powiedziała mi ( już po angielsku) żebym przyszedł do niej nazajutrz(czyli dziś) do pokoju. Ale sądząc po stanie w jakim się znajduje, z zaproszenia nici. Chodzi teraz w tę i spowrotem po salonie i nie mogąc znaleźć zajęcia dla rąk.  Dzwoni co pół godziny to do Liama, to do Harreha i pyta co z Niallem. Oczywiście, pocieszamy ją wszyscy, że to nic poważnego, ale ona i tak nie daje sobie z tym spokoju. W końcu to jej kuzyn. Z opowiadań Nialla można wywnioskować, ze są dla siebie jak rodzeństwo. Gdybym tylko mógł...
  Z jakże długich rozmyślań, wyrwał mnie delikatny dotyk na moim policzku. Gdy się odwróciłem, moim oczom ukazała się Mell. Piękna jak zawsze, lecz lekko przygnębiona. Posłałem jej mój specjalny uśmiech, zarezerwowany tylko i wyłącznie dla niej. Odwzajemniła go i ujmując moją dłoń i prowadząc na górę po schodach. A jednak!!! Nareszcie będę mógł z nią normalnie porozmawiać.
   Gdy weszliśmy już do jej pokoju, nakazała mi gestem abym usiadł na jej łóżku, a ona sama usiadła przede mną na podłodze.  Długo nie myśląc, zszedłem z łóżka i usiadłem obok niej na dywanie.
-A więc... Nie wiem od czego zacząć.- wyznała.
-Najlepiej od samego początku- zachęciłem ją.
-Ty to wiesz jak zachęcić dziewczynę do mówienia- przewróciła oczami.
Zaśmiałem się- Znam inne sposoby.- mówiąc to, poruszyłem zabawnie brwiami.
-Czyli jakie?- zapytała.
-Jesteś pewna, ze chcesz się dowiedzieć?
Po chwili namysłu, dziewczyna kiwnęła głową, na znak zgody.
-Dobrze- szepnąłem i złożyłem na jej ciepłych ustach, słodki pocałunek.
Nie protestowała. Odwzajemniła go i trwaliśmy w nim od dobrych pięciu minut. Gdy skończyliśmy, przez dłuższą chwilę patrzeliśmy sobie w oczy. Mogłem ją teraz przejrzeć na wylot. Jej uczucia były wypisane na jej twarzy, jak na czystej kartce. Spodobał mi się ten widok. Bo to co zobaczyłem... Trudno opisać to słowami...
W końcu Mell odezwała się pierwsza:
-Twój sposób po części nawiązuje do tematu naszej rozmowy.- powiedziawszy to, uśmiechnęła się delikatnie.
-Naprawdę?
-Tak. Bo widzisz... Gdy wyznałeś mi, ze mnie kochasz... Cóż, Zaskoczyło mnie to.- pokręciła w roztargnieniu głową.- Wiesz, to nawet bardzo zabawne...
-Rozumiem, jeśli ty nie darzysz mnie takim uczuciem. Ale nie powinnaś się śmiać z tego, że...- zdenerwowałem się. Na szczęście blondynka przerwała mi zanim zdążyłem wybuchnąć.
-Nie Louis.-odparła spokojnie- To wcale nie tak. Chodzi mi o to, że to dość zabawne, ponieważ nigdy nie usłyszałam niczego podobnego od kogokolwiek. Bo tak naprawdę nigdy nie byłam w prawdziwym związku.- spuściła wzrok- Nigdy nie byłam wystarczająco dobra.
 Widząc, ze ledwo powstrzymuję się od płaczu, nie wiele myśląc, przytuliłem ją mocno.
-Dla mnie jesteś idealna. I zawsze będziesz.- wyszeptałem.
Melody otarła pojedyncze łzy, których najwidoczniej nie zdołała powstrzymać.
-Pamiętasz co ci powiedziałam tamtej nocy przy grze w butelce?- zapytała.
-Powiedziałaś, żebym nazajutrz do ciebie przyszedł.
-A chwilę wcześniej?- nie odpuszczała.
-Powiedziałaś coś w swoim języku. Niestety nie wiem co oznaczają te słowa.- przyznałem nieco zmieszany.
Melly wstała i podeszła do okna. Wpatrywała się w nie przez krótką chwilę. Ja także wstałem.
-To co ci wtedy powiedziałam...- odwróciła się.- Powiedziałam, ze też cie kocham.
Na chwilę zamarłem. A jednak to prawda. Ona mnie kocha... Sama to przyznała. Czyli jednak... Marzenia się spełniają.
Zrobiła kilka kroków w moją stronę. Podbiegłem do niej i wziąłem ją w ramiona. Ze szczęścia podniosłem ją i zakręciliśmy się wokół własnej osi. Roześmiani padliśmy na łóżko. Śmialiśmy się jeszcze przez chwilę, a następnie ona mnie pocałowała . Nasz pierwszy pocałunek odkąd jesteśmy oficjalnie razem. Pogłaskałem ją po policzku i zaśpiewałem cicho:
-I can't be no Superman. But for you I'll be Superhuman.
Zaśmiała się cichutko i powiedziała:
-Od dawna nim byłeś Louis. Od bardzo dawna...

__________________________________

I jak Koty? Rozdział dodany! Wiem,że krótki i trochę nudny.. Ale liczę na waszą szczerą opinię i dłuuugie komentarze :3 Love yaa all <3

Zrobiła kilka kroków w moją stronę

wtorek, 22 stycznia 2013

Rozdział 9

Z perspektywy Harrego
     Ahhhh...Przeciągnąłem się, lecz moja ręka natrafiła na przeszkodę. Zdziwiony, otworzyłem oczy i zobaczyłem śpiącą słodko, Alie. Przytulała się do mojego boku. Jej włosy były lekko zmierzwione, a ubranie trochę pogniecione. Wyglądała pięknie.
Ale chwila... Wait please... Co ona tu robi? Nie żebym się nie cieszył, ale to jednak trochę podejrzane.. Gdzie my jesteśmy?
Rozejrzałem się nie pewnie po pokoju. No tak. Jesteśmy w salonie. Na kanapie obok spali poprzytulani do siebie chłopcy. Na podłodze Louis i Melody także spali wtuleni w siebie nawzajem. Jeszcze raz zerknąłem na A. Wygląda tak niewinnie kiedy śpi.
   I w tym momencie zacząłem sobie wszystko przypominać. Wczoraj wieczorem. Pizza. Impreza. Alkohol. Gra w butelkę. Pocałunek z All. Film. Głupawka. Miłość. Ale wyznała, że mnie kocha... I ja jej też... JESTEM NAJSZCZĘŚLIWSZYM CZŁOWIEKIEM  NA ŚWIECIE!!!! Przepełnia mnie miłość, szczęście i ulga. Ona naprawdę mnie kocha... A ja kocham ją. I nic już tego nie zmieni. Niech porcelanowe słonie opuszczą swoje trąby, konie odzyskają podkowy, a czterolistne koniczynki zwiędną. Ja już mam swoje szczęście.
    Pogłaskałem dziewczynę delikatnie po głowie i pocałowałem w czubek nosa. Drgnęła, i jeszcze bardziej wtuliła się we mnie.
-Eeee... Co jest?- usłyszałem cichy głos zaspanego Nialla.
-A co niby miało by być?- zapytałem.
Blondyn wygramolił się z objęć Zayna i stanął niepewnie na nogach. Zachwiał się lekko i powiedział:
-Ugh... Jak mnie łeb napierdala... Co my tak właściwie wczoraj robiliśmy?
-Hym... Z tego co pamiętam to zrobiliśmy małą imprezę.
-Imprezę powiadasz?- Nialler przeczesał ręką włosy- No to trzeba zabić jakoś tego kaca. Chcesz kawy?- zapytał.
-Jasne.- odpowiedziałem- Ale zaparz więcej Inni niedługo się obudzą.
Blondasek kiwnął głową i zniknął w korytarzu.
  Jeszcze raz rozejrzałem się po pokoju. No tak. Wszyscy jeszcze śpią i najwidoczniej nie zamierzają się jak na razie obudzić. I co ja mam teraz robić?
  Leżałem dalej na kanapie bo nie chciałem obudzić All.
Nagle poczułem delikatne wibracje w tylnej kieszeni spodni. Ooo... komórka! Myślałem, że znowu coś się z nią stało.
 Na ostatniej imprezie Zayn chciał sprawdzić czy będzie unosiła się na wodzie i utopił ją w klopie. Nie dało jej się już naprawić. A jeszcze wcześniej, Louis rozjechał ją samochodem. Zarzekał się, ze nie zrobił tego specjalnie, ale ja i tak wiem, że było inaczej.
   Wyciągnąłem urządzenie z kieszeni i sprawdziłem kto jest nadawcą wiadomości. Oczywiście była to wiadomość od operatora:
TAK!!! NARESZCIE SIĘ UDAŁO!!! WYGRAŁEŚ GWARANTOWANĄ NAGRO...
Boże. Jak mnie wkurzają takie wiadomości. Wygrałeś nagrodę... Bla, bla, bla... Tak, jasne. Już lecę i wysyłam 96742832 sms-y z odpowiedziami na jakieś durne pytania. Naciągają tylko ludzi, a i tak nic nie wygrywasz, tylko masz jeszcze większe rachunki za telefon. Po prostu spełnienie marzeń. -,-'
 Usunąłem wiadomość i wszedłem na Twittera. Przejrzałem kilka tweet'ów, follownąłem parę osób i tweetnąłem do jednej Directionerki. Gdy zrobiłem to co miałem zrobić na portalu, wszyscy nadal spali. Byli do siebie poprzytulani tak jak wcześniej. Z tą małą różnicą, że Zayn zamiast obściskiwać Nialla, ślini się w poduszkę. Wygląda to tak komicznie. Postanowiłem, że zrobię im  zdjęcie  i wrzucę na Twittera. Jak pomyślałem tak też zrobiłem. Właśnie je dodałem, gdy nagle...
BUM!!
Usłyszałem wielki trzask i brzęk tłuczonych naczyń. Niall.
Zerwałem się n a równe nogi, wyrywając się z objęć, w pełni obudzonej Alie. Nikt już nie spał. Mieli zdezorientowane miny. Nie zwracając na nich uwagi, pobiegłem jak najszybciej do kuchni. Zastałem tam Nialla, leżącego na podłodze. Miał rozciętą nogę, od kostki aż po kolano. Wokół niego leżały pozostałości po szklankach i rozwalona szafka, która wisiała nad zlewem.
Nagle chłopak wybuchł głośnym śmiechem.
-Pojebało cie? Rozciąłeś  sobie  nogę i rozwaliłeś szafkę, a ty się tylko brechtasz?- powiedziałem zbulwersowany?
-Prze...Przepraszam stary- wysapał.- Ja.. nawet nie wiesz jak to śmiesznie wyglądało. Właśnie parzyłem  kawę. Brałem czajnik do ręki, ale zapomniałem, że chwilę wcześniej robiłem sobie kanapkę i rękę miałem całą w maśle (nie pytaj czemu). No i wziąłem ten czajnik, ale mi się wyślizgnął . I gdy próbowałem go złapać ( tak, wiem, jestem głupi. Chciałem złapać gorący czajnik), to się poparzyłem, woda się wylała i się poślizgnąłem. Próbując się ratować, złapałem za rączkę od tej szafki. Ta spadła, a ja razem z nią. A reszty już się chyba domyślasz- przez całą swoją długą wypowiedź, ten głupek śmiał się tak głośno, że dziwię się, czemu sąsiedzi nie przyszli na skargę.
-No dobrze. To tłumaczy z kąt się wzięło to szkło i czo się stało z szafką. A co z twoją nogą?- zapytałem nieco łagodniejszym tonem.
-To chyba oczywiste?- zapytał z ironią w głosie.- Widzisz ten haczyk?- wskazał na hak wystający z połamanej szafki. Był cały we krwi.- Jak spychałem to coś z moich nóg, wbił mi się i rozdarł skórę. Boli jak cholera.
-No to pięknie. Trzeba cie zawieść do szpitala.- stwierdziłem.
-Dddo...  Szpitala?- wyjąkał przerażony.- Ale.. nie..- nie trzeba. Poleje się spirytusem i będzie okey.
-Niall...- przetarłem ręką twarz.- W szpitalu nie zrobią ci nic złego.Tylko  zaszyją tą brzydką ranę. Mówiąc szczerze, to to nie wygląda za dobrze.
-Tyle, że ja właśnie tego szycia boję się najbardziej. I igły...Uhh..- biedaczek wzdrygnął się na samą myśl o niej.
-Dobra. Nie marz się tak i wstawaj. Trzeba powiedzieć Liamowi żeby nas zawiózł.- powiedziałem pomagając blondynowi wstać- A tak poza tym, to ty nawet spirytusu się boisz.- zaśmiałem się cicho.
-Ha..Ha..Ha. Śmieszne.- odparł Niall i przewrócił oczami.
  Gdy doczołgaliśmy się wreszcie do salonu, wszyscy  krztali się po nim szukając jakiś rzeczy.
-Ej.. Ludzie. Musimy jechać do..
-Tak wiemy. Wszystko słyszeliśmy.- przerwał mi Lou.- Zaprowadź go do samochodu. Liam już czeka.
-Wow.- szepnął Nialler.- Nieźli są.
-Niall!- zawołała Melody, która właśnie biegła w naszą stronę.- Spakowałam ci torbę. Tak na wszelki wypadek. 
Przejąłem ją od dziewczyny, a chłopak przytulił swoją kuzynkę.
-Mamy jechać za wami?- zapytał Zayn.
-Nie. Nie ma po co. Tą ranę trzeba tylko zaszyć. Nie ma takiej potrzeby abyście jechali. Lepiej zostańcie i posprzątajcie ten bałagan. 
-No tak. Ty sobie jedziesz , a nam jak zwykle trafia się brudna robota.- stwierdził naburmuszony.
Zmierzyłem go wzrokiem i powiedziałem:
-Lepiej idź po szmatę. Trzeba jakoś zatamować tą krew.
Malik wystawił mi język i poszedł do łazienki. Po chwili przyszedł z małym ręcznikiem.
-Może być?- zapytał.
-Myhym...
Wziąłem go od niego i przyłożyłem do nogi Horana.
-Trzymaj- nakazałem mu.- Chyba, że chcesz pobrudzić tapicerkę.
-Jasne, że nie- oburzył się- Nie chciałoby mi się później tego sprzątać.
-Idiota.
Doszliśmy do drzwi i wyszliśmy na zewnątrz. Przed domem czekał już na nas Liam. Podbiegł do mnie i przejął pałeczkę w postaci Nialla. Pomógł mu wejść do samochodu i rzucił mi kluczyki, które zresztą zręcznie złapałem.
-Ty prowadzisz. Ja usiądę z tyłu. Będę go pilnować.
 -Masz rację. Mógłby zrobić sobie jeszcze większą krzywdę.- odpowiedziałem z uśmiechem.
-Ej! Wszystko słyszałem!- wydarł się ze środka Irlandczyk.- I wcale nie trzeba mnie pilno...AUĆ!- jakby na potwierdzenie moich słów, chłopak próbując się podnieść, uderzył się w głowę.
Oboje z Liasiem wybuchliśmy śmiechem.
-I widzisz? Harry ma racje. Lepiej z tobą usiądę.- powiedział przez śmiech Li.
Blondyn tylko skrzyżował ręce i burknął coś pod nosem.
 Gdy Payne zajął już swoje miejsce, usiadłem za kółkiem. Odpaliłem auto i wyjechałem na drogę.
 To będzie długi dzień.

_______________________________
Hymm.. Rozdział nareszcie dodany!!! Ale nie koniecznie w 100% udany. Mógł być lepszy. A co wy o nim sądzicie? Piszcie w komentarzach. Bardzo lubię je czytać :3  
 i pamiętajcie:
CZYTASZ= KOMENTUJESZ  <3
ps. Mam grypę :c

środa, 9 stycznia 2013

Rozdział 8


...
-To może zacznę- mówiąc to, Zayn zakręcił butelką.
-Ale żeby byłą jasność. Gramy na całowanie i zadania, tak?- zapytałam.
-A jak inaczej?- zaśmiał się Liam.
-A wasze dziewczyny? Nie będą na was złe?- zapytała tym razem Mel.
-Nie. Nie będą.- odpowiedział beznamiętnie Malik.
-Okey...- odparłąm lekko zdziwiona.
W tym momencie butelka wskazała Nialla.
-Ooo...  Niallerek. Jak miło... Pocałuj Louisa.
-Ej no!! Nie ma tak!!- wrzasnął Blondas.
-No właśnie.- odparł Lou.- To nie fair.
-Czemu nie?- zapytała Melly.- Ja, jakbym musiała,to bym pocałowała Alie.
-To nic złego- poparłam ją.
-Ale to co innego.
-Wcale, że nie.
-Albo się całujecie, albo odpadacie.- zdecydował  Zayn.
-Dobra.- odburknęli.
Po chwili, ich usta złączyły się w nie pewnym pocałunku.
Trwał bardzo krótko.
-Widzicie? Nie było tak źle.- pocieszyłam ich.
-Teraz moja kolej.- powiedział Irlandczyk i zakręcił butelką.
Pech chciał, że wypadło na mnie.
-Pocałuj Zayna.-powiedział uradowany chłopak.
-To taki odwet,tak?- zapytałam śmiejąc się.
On tylko posłał mi cwany uśmieszek.
Spojrzałam nie pewnie na Harrego. To jego chciałam pocałować, a nie Zayna. Ale co mam zrobić?
Harry nieco się zachmurzył.
-5 sekund.-ponaglał Niall.
 -Okey. Już.
Przysunęłam się do Zayna i pocałowałam go. Odwzajemnił mój pocałunek. Trzeba przyznać, że zna się na rzeczy. Gdy skończyliśmy, uśmiechnęłam się do niego nie pewnie, a on puścił do mnie oko.
Wróciłam na swoje miejsce i zakręciłam butelką. Tym razem wypadło na Mel.
Wiedziałam, że ciągnie ją do Louisa, więc powiedziałam:
-Pocałuj Louisa. 10 sekund.
Louis był widocznie zadowolony z jej zadania.
-Ymmm...No dobrze.- odpowiedziałą przysuwając się do chłopaka.
Popatrzała mu w oczy, a on skinął głową.
Pocałowała go. Ale to nie był taki pocałunek, jak mój i Zayna.Całowali się namiętnie i trwało to dłużej niż 10 sekund.
Gdy w końcu skończyli, Melly zarumieniła się, a Tommo zaśmiał się cicho. Dziewczyna szepnęła mu coś na ucho i usiadła spowrotem obok mnie.
-Czyli teraz ja. tak?- mówiąc to, zakręciła.
Butelka wskazała na Liama.
-Zatańcz i Zaśpiewaj Gangam Style!- wykrzyknęła.
-Nie ma sprawy.
Musielibyście go zobaczyć. Wyglądał przekomicznie xD
-Op...Op..Oppa Gangam Style!- zawołał na koniec.
Chłopaki turlali się ze śmiechu.
-Nagrałem to!- krzyknął Styles.
-Pokarzemy to Danielle.- zaśmiał się Horan.
-Dobra, będzie miała niezły ubaw.-przyznał Liaś.
Gdy usiadł, butelka ponownie poszła w ruch. Teraz Harry musi wykonać zadanie.
Liam uśmiechnął się podejrzanie i puścił oko do Loczka.
-Harry... A więc... Pocałuj Alie.
Spojrzałam n niego z nadzieją.Czy on na serio mnie zaraz pocałuje?
Zielonooki przegryzł lekko wargę. Wyglądał tak słodko.
-Mogę?- to pytanie było skierowane do mnie.
-Oczywiście- odparłam bez chwili namysłu.
Podszedł do mnie i złożył na mych ustach nie winny pocałunek. Odsunął się tylko na chwilę by spojrzeć mi w oczy. Ale to, co w nich zobaczył... Pożądanie. Namiętność. A przedewszystkim miłość...
Przyciągnął mnie do siebie i kolejny raz pocałował. Ale tym razem dłużej. O WIELE dłużej..
   Nie wiem jak długo trwała ta piękna chwila. Zatopiłam się w jego ustach. Miękkich i słodkich. Czułam ciepło bijące od jego ciała. Zapach jego perfum, które tak uwielbiałam. Trzymałam się kurczowo jego ramion, a on obejmował mnie w talii. Na ziemię sprowadziły nas okrzyki i brawa reszty.
-Uuuu.. Nieźle!!- krzyczał Louis.
-Dajesz brachu!- wołał Zayn.
Mojej przyjaciółce wyrwało się urocze: "Oooo..."
Odsunęłam się od chłopaka. Lecz zamiast wrócić na swoje miejsce, złapałam go za rękę i zapytałam wszystkich:
-A może porobimy teraz coś innego?
-Na przykład?
-No nie wiem. Ja jestem już troszkę zmęczona- skłamałam.
Wcale nie byłam zmęczona. Rozpierały mnie radość i energia. Ale nie chciałam już dłużej grać w butelkę.
-To może obejrzymy jakąś komedię czy coś?- zaproponował Daddy.
-Jak dla mnie, to może być.- przyznałam.
-Spoko.
-Pewnie.
-To ja pójdę zrobić popcorn!- zawołał Niall i poleciał do kuchni.
    Usiedliśmy więc na kanapie i zajęliśmy się wyborem filmu. Po dłuuuugiej debacie i rozmyślaniu, zdecydowaliśmy się na "Jak urodzić i nie zwariować".
 Film świetny, ale ja i tak nie mogłam się skupić. Chłopcy tak się wygłupiali, że za każdym razem, gdy na nich spoglądałam, nie mogłam powstrzymać się od śmiechu.
  Gdy opuściły ich już ostatnie resztki adrenaliny,było około 4 nad ranem. Usiedli spokojnie w fotelach i próbowali dokończyć film. "Próbowali" ponieważ dwadzieścia minut przed końcem, pozasypiali. Nawet Melly. Ale nie ja. I Harry.
   Wstał i przykrył śpiących kocem, który leżał na oparciu jednego z foteli. Chwilę po tym, podszedł do mnie i usiadł obok. Objął mnie ramieniem, a ja wtuliłam się w jego tors.
-Zależy mi na tobie- wyszeptał.
-Mi na tobie też Harry.
-Tak bardzo tęskniłem- mówiąc to pocałował mnie delikatnie. Uśmiechnęłam się do niego i pogłaskałam po policzku.
-Kocham cię- powiedziałam bez zastanowienia. Chciałam aby wiedział co czuję. Nawet jeśli on nie czuł tego samego do mnie.
-Ja ciebie też Alice. I zawsze będę.
Wtuliłam się w niego mocniej i spojrzałam w jego piękne zielone oczy. Po chwili znów poczułam smak jego ust.
-Dobranoc- wyszeptałam najciszej jak tylko umiałam.
-Dobranoc All. Kocham cię.
-Ja też.- opuściłam głowę i wsłuchałam się w bicie jego serca. Nawet nie wiem, kiedy podczas tej pięknej kołysanki po prostu zasnęłam.

_________________________________________________
Koty!!! Przepraszam, że tak późno!! Wiecie.. Lekcje sprawdziany, kartkówki.. Koszmar!!  Ale w końcu udało mi się dodać. :) Co o tym myślicie? Ja osobiście uważam, że mogło być lepiej. Mam nadzieję, że dalsze rozdziały napiszę lepiej.
Kocham Was <3




wtorek, 1 stycznia 2013

Rozdział 7

Z perspektywy Alice

    Hym... Zayn nie jest taki zły. Fajnie się z nim rozmawia. Poopowiadał mi trochę o sobie i o reszcie. Najbardziej spodobało mi się to, że nie drążył tamtego tematu. Pewnie szybko się zaprzyjaźnimy...
  Na dworze przesiedzieliśmy około 40 minut. Do domu weszliśmy cali roześmiani, ponieważ Zayn kończył mi właśnie opowiadać historię o tym, jak Harry latał całkiem nagi po domu i krzyczał coś w stylu "Stringi, stringi. Królestwo za stringi!" Kochany idiota.
  Gdy weszliśmy do salonu, Louis siedział (najwidoczniej wkurzony) na kanapię.
-A ty co taki ponury jesteś?- zapytałam siadając obok niego.
-Nieważne- odburknął.
-No nie denerwuj się tak. Jeszcze zmarszczek dostaniesz. A tego przecież nie chcemy.- mówiąc to, dałam mu przyjacielskiego kuksańca w bok. Lou widocznie złagodniał. Odwrócił się do mnie i posłał piękny uśmiech.
-Masz rację. Na starość pójdę z torbami. Ceny tych kremów odmładzających- po prostu koszmar.- zaśmiał się.
-Co racja to racja- przyznałam z uśmiechem.
Usłyszałam śmiechy z góry. Moim oczom ukazali się Niall i Melody, którzy śmiali wesoło, popychali i czochrali sobie włosy. Jacy oni są do siebie podobni...
-Ooo.. Alice. Już wróciliście?- zapytała- Musze ci coś po...- zamarła. Gdy ujrzała Louisa, zarumieniła się i zaczęła bawić się włosami. Denerwowała się. Ale dlaczego? Na widok Louisa?
-Słucham? Co musisz?- zapytałam.
-Yyy... Tak. Musze odwiedzić kiedyś z tobą Nando's. Niall mówił, że mają tam pysznego kurczaka- powiedziawszy to, spojrzała błagalnie na blondyna.
-Świetnego. Koniecznie musicie tam iść.- przyznał lekko zdezorientowany.
Kłamała. Za dobrze ją znam, żeby nie wiedzieć, że tak jest. Tylko dlaczego? Potem mi wszystko wyjaśni...
-Myhym... Okey.- odpowiedziałam nie ciągnąc dalej tematu.
Dziewczyna usiadła naprzeciwko Zayna, który siedział na jednym z foteli. Niall natomiast, usiadł koło mnie.
Parę minut później do pokoju weszli Liam i Harry. Gdy spojrzałam na Harolda, on uśmiechnął się do mnie ciepło. Usiadł na pufie i oparł głowę na rękach. Liam stanął pośrodku salonu i zapytał wesoło:
-To co robimy? Na co macie ochotę?
-No... Ja jestem głodny.- odparła Niall- Ale u mnie to norma. A wy?
-Szczerze mówiąc, to też bym coś zjadła- przyznałam.
-Ja tez- dodał Zayn.
-I ja.- dołączył się Lou.
-Macie tu jakąś dobrą pizzerie? Bo ja mam ochotę na Margaritę...- rozmarzyła się Mi.
-Jasne. Kilka przecznic dalej jest całkiem niezła. To co.. zamawiamy czy idziemy?- spytał Hazza.
-Zamawiamy!!
-Idziemy!!
-Mam lepszy pomysł!- zawołał Liaś.- Może do nich zadzwonimy i zamówimy pizze, a potem pójdziemy do lokalu. Gdy przyjdziemy pizza będzie już na nas czekała.
-Mi się podoba ten pomysł- stwierdziłam-  Co wy na to?
-Okey.
-Spoko.
-Jak dla mnie- bomba!
-A więc idziemy. Niall, zamówisz?- zapytałam blondaska.
-Jasne. Już dzwonię.

    W drodze do pizzerii strasznie się wygłupialiśmy. Biegaliśmy, śmialiśmy się i robiliśmy głupie miny. W restauracji nie było lepiej. Gdy zjedliśmy już sporą część pizzy, zaczęło się nam nudzić i zrobiliśmy wojnę na żarcie. Uśmiałam się jak nigdy. Oczywiście Niall obraził się na nas, bo jak stwierdził: "zmarnowaliśmy tyle jedzenia, a biedne dzieci nie mają co jeść. ON nie ma co jeść!" Rozchmurzył się dopiero, gdy obiecaliśmy mu, że pójdziemy jeszcze na lody.
Ale najdziwniejsze było to, że w pewnej chwili, gdy wracaliśmy już do domu, Harry złapał mnie za rękę. Nie sprzeciwiłam się mu i szliśmy tak całą drogę.
  Kocham go. Kocham go już od bardzo dawna. Kochałam na długo przed wypadkiem i nadal kocham, ale mu tego nie powiem. Bo się boję. Boje się odrzucenia. Zawsze, gdy zaczynam się angażować, wszystko się psuje. Tak bardzo bym chciała, by on kochał mnie równie mocno, jak ja jego.
  Gdy weszłam do domu, zawołałam:
-Macie coś do picia?
-Jasne.- odkrzyknął Zayn.- Na co masz ochotę? Woda, sok.. Ewentualnie wódka albo piwo.- uśmiechnął się.- To co wybierasz?
-Zrobisz mi drinka?- zapytałam- Plose.- mówiąc to zrobiłam oczy jak ten kotek ze Shrek'a.
-Nie ma sprawy- odparł ze śmiechem i poczochrał mi włosy. Słodziak.
-Ej, ludzie!- krzyknął Louis przychodząc do pokoju z trzema butelkami różnych trunków.- A może się zabawimy, co?
-To ja pójdę po zestaw do karaoke- zadeklarował się Niall.

~~ Parę godzin później...
    Zabawa trwa w najlepsze. Wszyscy, oprócz Liama są już lekko wstawieni. Na początku graliśmy w twistera. Potem zrobiliśmy sobie grupowe karaoke. Liam był z Zaynem, Lou z Harrym, ja z Melly, a Horan robił chórki. Nieźle się uśmialiśmy. Ale przyznaję- chłopcy śpiewają odlotowo. A zwłaszcza Harry. Ma taki seksownie zachrypnięty głos. Mmmm...
Później udawaliśmy sławne postacie oraz siebie na wzajem. Wszyscy jednogłośnie stwierdzili, że to ja najlepiej naśladuję.
-Ej.. To co teraz robimy?- zapytał Lou.
-A może zagramy w butelkę?- zaproponował Niall.
-Jasne.- odparła Melody.
Wszyscy usiadli w kółko, a Zayn wziął jedną z pustych butelek.


________________________________________

Hej Koty!! Przepraszam, że tak późno, ale wiecie.. Sylwester.  A tak poza tym, to WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO W NOWYM ROKU!!!! Spełnienia marzeń i wszystkiego co najlepsze. Mam nadzieję, że i w tym roku będziecie czytać mojego bloga  ^^ Następny rozdział planuję dodać tak za około 2 dni. Bądźcie wytrwali :) Kocham Was <3

 Ps. Wiecie, że odwiedzaliście tego bloga już ponad 1000 razy? Bardzo się cieszę!! Massive Thank You <3




sobota, 29 grudnia 2012

Uwaga!!

Hej Koty!! Słuchajcie, mam do Was sprawę.. Bardzo dziękuję Wam, za to, że czytacie mojego bloga i mam tak duuużo wejść. A w szczególności w tym miesiącu :) Ale.. Mam prośbę. Jeżeli już czytacie jakiś rozdział, to proszę Was- komentujcie. Dla Was to nie tak niewiele, ale dla mnie BARDZO DUŻO. Czytam WSZYSTKIE napisane przez Was komentarze i za każdym razem gdy napiszecie coś miłego, serce mi się raduje. Liczę na szczere opinie. Nawet jeśli one nie mają być przyjemne, to i tak wolałabym wiedzieć co o tym wszystkim myślicie.  Mam nadzieję, że się trochę uaktywnicie. A więc..
CZYTASZ = KOMENTUJESZ <3

i tyle na temat :)

                                                                                                             Alex Smith

czwartek, 27 grudnia 2012

Rosdział 6

Z perspektywy Melody

  Wszystkich zaskoczyła historia Alie. Ale jeszcze bardziej jej relacje z Harrym. Później będzie musiała mi wszystko opowiedzieć...
-Ma ktoś może zapalniczkę lub zapałki?- odeszła od Hazzy i zwróciła się do ogółu.
-To ty palisz?- odpowiedział pytaniem na pytanie Liam.
A. uśmiechnęła się tylko łobuzersko i wzruszyła ramionami. Moja przyjaciółka zaczęła palić około rok temu. Próbowałam ją namówić, aby rzuciła, ale ją trudna przekonać.. No cóż. Jej wybór.
-Oooo.. Jak miło. Będę miał z kim dzielić swój nałóg.- zażartował Zayn.
-Czyli nie jestem sama. -zaśmiała się brunetka.- Idziemy przed dom?- zapytała.
-Jasne.- odparł Malik podnosząc się z kanapy.
Alice poszła w stronę drzwi, a chłopak szedł tuż  za nią. Po chwili oboje zniknęli w korytarzu.
-Wow- Louis wyglądał na zaskoczonego.
-No to nie źle.- stwierdził Niall.
-Wiele przeżyła.. Czyli byliście ze sobą blisko?- zapytał się Loczka Liam.
-Bardzo.- odparł Hazz.- Ale wszystko się posypało. Mam nadzieję, że uda mi się to naprawić...
-My ci pomożemy.- pocieszył chłopaka Lou.
On jest taki słodki... Kochany. Ale nie mam u niego szans. Nigdy mu nie powiem, że coś do niego czuję. Nie zasmakuję jego ust.. Dlaczego ja? Dlaczego akurat Lou...?
Z zamyśleń wyrwał mnie Niall:
-Chcesz się morze czegoś napić?- zapytał.
-Herbaty miętowej, jeżeli to nie problem.
-Jasne. Już się robi.
Powiedziawszy to, blondyn poszedł do kuchni. Li i Harreh poszli na górę (pewnie pogadać), a Louis razem z nimi. A przynajmniej tak mi się wydawało.
Wstałam z podłogi i usiadłam na fotelu na którym przed chwilą siedziała Alie. Nałożyłam słuchawki na uszy i puściłam piosenkę zespołu Coldplay- Viva La Vida. Jest jedną z moich ulubionych. Zamknęłam oczy i skupiłam się na tekscie.
Next the walls were closed on me, And I discovered that my castles stand, Upon pillars of salt and pillars of sand.
Gdy otworzyłam je ponownie, spostrzegłam, że przede mną siedzi Louis.
-Ładnie śpiewasz.-przyznał
Czy ja naprawdę śpiewałam? I jak długo on tu siedzi? Momentalnie oblałam się rumieńcem.
-Czy... Czy ja naprawdę śpiewałam?- zapytałam się go z lekkim niepokojem. Zawsze lubiłam śpiewać, ale myślałam, że nie mam do tego talentu.
-Tak. I to świetnie.- uśmiechnął się do mnie.
Zakryłam twarz dłońmi. Głupia, głupia, głupia... Trzeba było nie puszczać tej piosenki. Przecież wiem, że w każdej chwili mógł mnie ktoś usłyszeć.. Uhhhh....
-Nie bądź taka wstydliwa. Masz talent- podszedł do mnie i obioł ramieniem. Moje serce znacznie przyśpieszyło. Jedyne co zdołałam wyszeptać, to ciche:
-Dziękuję.
-Nie ma za co.. Naprawdę.-mówiąc to, spojrzał mi głęboko w oczy.
Nasze twarze dzieliły milimetry. Chłopak delikatnie ujął mój podbródek  i wyszeptał cicho:
-Muszę ci coś powiedzieć. Trzy lata temu, kiedy cię poznałem... Ja...
-Tak?
-Dobra. Powiem to prosto z mostu. Kocham cie. Kocham gdy się uśmiechasz. Gdy, jak się denerwujesz bawisz się włosami. Jak zalewasz się rumieńcem, gdy ktoś cie skomplementuje. Jak zatracasz się w muzyce... Po prostu. Kocham cie.
Zatkało mnie. Jego wyznanie...  Nie spodziewałam się tego. On... On mnie kocha... Naprawdę mnie kocha. A ja myślałam...
-Louis. Ja...- nie dokończyłam.Przerwał mi pocałunkiem.
Poczułam się, jakbyśmy się unosili. Jego usta... Ciepłe i słodkie. Smakują truskawkami- zanotowałam sobie w myślach.
Louis całował mnie delikatnie. Subtelnie. Każdy jego pocałunek był taki nie winny. Jakby bał się, że zaraz zniknę. Nikt nigdy mnie tak nie całował.
-Melly. To twoja her...- usłyszałam głos Nialla.
Odskoczyłam od Louisa jak oparzona. On natomiast zmierzył mojego kuzyna wzrokiem.
-Oh.. Ja chyba... Nie... Hym.. To twoja herbata. -wytłumaczył się. Podał mi kubek i usiadł na kanapie.
-Ooo...Ymm..Dziękuję.-odparłam. Byłam trochę zirytowana tym, że mój kuzyn widział jak całuję się z jego przyjacielem.
-Ymm... Ja ..Pójdę do swojego pokoju. Wiecie, muszę się rozpakować...
-Ale Melody..- zaczął Boo Bear.
Ale ja już go nie słyszałam. Wbiegłam na górę po schodach i wpadłam do pokoju. Odstawiłam kubek na szafkę nocną i padłam na łóżko. Zakryłam twarz poduszką.
-NIALL!!!- usłyszałam huk Louisa.
Żeby nie myśleć o tym wszystkim, znowu założyłam słuchawki i tym razem puściłam piosenkę Menchesteru- Lubię twoje włosy.
"...Kiedy walczysz o zwierzęta... Że masz dziary w dziwnych miejscach... Że się kochasz przy Beatlesach..."
Ohh... Jestem taka zmęczona.
Zakryłam się kołdrą po same uszy. Po jakiejś chwili zasnęłam...

PUK, PUK, PUK...
Hym? Co? Ktoś puka? Która godzina...?
Obudziło mnie ciche pukanie do drzwi. Po chwili z za nich wychyliła się farbowana blond głowa. Niall.
-Melody...
-Mmm..-wymruczałam.- Czego chcesz?
-Wiesz... Jest już 16. Zaraz będzie obiad. Zejdziesz?
-Może.- odburknęłam.
-Okey. Jak będziesz chciała, to wiesz... jestem do twojej dyspozycji.- powiedziawszy to, odwrócił się i już chciał wyjść, gdy...
-Niall?
-Tak?- przystanął.
-Właściwie.. Porozmawiamy?- zapytałam.
-Jasne.- uśmiechnął się i usiadł na brzegu łóżka. Ja wygramoliłam się spod kołdry. i usiadłam obok niego.
-A więc... Nie wiem co o tym myśleć.- zaczęłam.- Bo wiesz.. On jest.. On mi..- nie mogłam dokończyć.
Nigdy się tak nikomu nie zwierzałam. A w szczególności mojemu starszemu kuzynowi.
-Podoba ci się Louis.- zgadł.
-Od pierwszej chwili gdy go zobaczyłam. Wtedy. Trzy lata temu. Tutaj. W Londynie.- spuściłam wzrok.
-Wiem.-odparł chłopak.
-Wiesz? Ale jak to?
-Normalnie. Wiem. Melody.. Myślisz, że tego nie widać? Was naprawdę ciągnie ku sobie.- powiedział to tak, jakby to było takie oczywiste. A nie było.
-Taaa.. Myhym. Jasne. Tyle, ze wiesz.. To jest coś więcej, niż tylko zauroczenie. Ja go kocham.- ostatnie zdanie wyszeptałam tak cicho, że chyba mnie nie usłyszał.
-Słucham? Co powiedziałaś?
-Że go kocham.- powiedziałam nieco głośniej.
-Że co? Powtórz proszę...- przekomarzał się ze mną.
-Ty serio myślisz, ze wydrę się na ciebie i powiem, ze go kocham? Co to ,to nie. Mógłby jeszcze to usłyszeć.
-I co w tym złego? W końcu dowie się co do niego czujesz.
-To nie takie proste. Ja nie wiem co on do mnie czuje. W prawdzie powiedział, że mnie kocha. Ale nie wiem czy nie żartował.
-Nie, nie żartował.
-A ty skąd to wiesz?
-Mely. ON CIĘ KOCHA. Przeliterować ci to, żebyś w końcu zrozumiała? Od kąt cię poznał, nic tylko o tobie mówi. A poza tym sam mi to powiedział.
-Naprawdę?- czy ja dobrze słyszę?
-Tak. Uwierz w siebie. I powiedz mu co czujesz, kiedy będziesz gotowa. Zobaczysz. Będziecie szczęśliwą parą.Tylko nie spierdol tego.- powiedział to tak poważnie, że aż wybuchłam śmiechem.
-No co się śmiejesz?- zapytał.- Czy to takie zabawne?! Skoro ja cie tak śmieszę, to jeszcze bardziej rozśmieszy cie to!!!- przewalił mnie i zaczął gilgotać.
-Nia-all! Przestań!!! Nia-all!- ledwo wysapałam przez śmiech.
-No co? No co? Teraz to takie śmieszne?- Niall śmiał się równie głośno jak ja.
Bawiliśmy się tak przez jakieś dwadzieścia minut. Skończyło się na tym, że zaczęły ze śmiechu boleć nas brzuchy. Gdy już się trochę uspokoiliśmy, usiadłam na podłodze, a blondyn koło mnie.
-Dziękuję.
-Za co?- zapytał zdziwiony.
-Za wszystko.- mówiąc to, przysunęłam się do niego i przytuliłam mocno. On odwzajemnił mój uścisk i powiedział:
-Kocham cie Mel. I zawsze będę.
-Ja ciebie też Niall. Ja ciebie też...
~~~~~~~~~~~~~~~~

środa, 19 grudnia 2012

Rozdział 5

Z perspektywy Harrego

-Już tu są.- wrzeszczał z kuchni Louis.
    Siedział w niej od jakiś 20 minut. Chyba to właśnie on denerwował się najbardziej z nas wszystkich. A to dla tego, że nie może doczekać się, kiedy znów zobaczy Melly. Trzy lata temu, gdy z chłopakami dopiero rozkręcaliśmy się w branży muzycznej, Melody pierwszy raz przyleciała do Londynu. Niall chciał nam ją wtedy przedstawić. Gdy Louis zobaczył dziewczynę, od razu się w niej zakochał. Od tamtej pory cały czas nam o niej opowiada. To zaczyna się robić wkurzające. No, ale cóż na to poradzić? Zakochał się. I tyle.
-Wiemy Lou!!- odkrzyknął mu Liam.
Nagle usłyszałem szczęk przekręcanej gałki. Chłopaki najwidoczniej też, bo podobnie tak jak ja, doskoczyli do drzwi.
Przepychaliśmy się, bo każdy chciał przywitać się z gośćmi.
Wtem drzwi  się otworzyły, a naszym oczom ukazał się Niall z paroma dużymi torbami. No pięknie... Już zdążyły zrobić sobie z niego tragarza. Mi to zajęło jakieś dwa tygodnie xD
Tuż za nim  do domu weszła Melody. Podbiegłem do niej jak najprędzej. Heh... To ja pierwszy się z nią przywitam. Oburzony Lou szturchnął mnie łokciem. Gdy się do niego odwróciłem, powiedział bezgłośnie:
"I tak jest moja"
Ja, podejmując "zabawę" odpowiedziałem:
"Chciałbyś" i wyszczerzyłem zęby w cwanym uśmiechu.
Szczerze mówiąc, Mell nie jest w moim typie. Fakt. Była ładna i mądra, ale i tak preferuję brunetki. A z Louisem chciałem się tylko podroczyć. Gdy się złości, tak słodko się czerwieni..
-Witaj Melody- uściskałem dziewczynę- Miło mi cię znowu widzieć.- mówiąc to, posłałem jej jeden z moich najszczerszych uśmiechów.
-Mi także miło, że znów cię widzę Harry- odpowiedziawszy, dziewczyna odwzajemniłam mój uśmiech.
   Gdy odszedłem na bok, by zrobić miejsce reszcie, moje spojrzenie powędrowało ku drzwiom.
Stała w nich śliczna brunetka. Wydaje mi się, że z kądś ją znam...
Dziewczyna zaczęła płakać. I właśnie w tedy ją rozpoznałem. Ale jak to...? Czy ja śnię? Czy to naprawdę ona? Tysiące pytań wlatywało mi do głowy..
-Harry?- wyszeptała, wypuszczając z rąk swoją gitarę. Ta, uderzyła z głuchym łoskotem na  dywan.
Chciałbym ją móc przytulić. Pocieszyć. Otrzeć łzy. Ale boje się, że gdy ją tylko dotknę... BA!! Jak tylko się poruszę ona zniknie, a to okaże się być tylko snem.
-Alice? -zdołałem tylko niezdarnie wyszeptać.
A Alie pokiwała głową.
I w tedy puściły wszystkie tamy.
Podbiegłem do niej i wziąłem ją w ramiona, a ona rozszlochała się na dobre. Oczy mi się zaszkliły. Tak bardzo za nią tęskniłem.
-Już wszystko dobrze... Jestem tu... I nie zamierzam odejść... Tak bardzo tęskniłem..-szeptałem jej do ucha, gładząc przy tym jej piękne kasztanowe włosy.
-Ale odszedłeś- wypomniała- odszedłeś i zostawiłeś mnie samą. Wtedy gdy cię najbardziej potrzebowałam.- W tym momencie wyciągnęła do mnie rękę i odsłoniła ją podciągając rękaw swetra.
Blizny. Białe blizny "zdobiły" jej rękę. Było ich dużo... Czyli cięła się. Robiła to ,a obiecała mi, że już więcej tego nie zrobi. Ale może to przeze mnie? Może to moja wina? Nic już nie ma sensu...
-To nie tak jak myślisz. Nie chciałem cię opuścić. Wracałem do ciebie, dzwoniłem. A ty nie odbierałaś. Sąsiedzi mówili mi, że nie mieszkasz już w swoim domu.- każde słowo sprawiało mi ból. Przytuliłem ją mocniej, a ona wtuliła się w moje ramię.
-Chwila moment...- przerwał nam Niall. Był widocznie zdezorientowany tą całą sytuacją.- To wy się znacie?
-Znamy się. I to dobrze.- od powiedziałem blondynowi, dalej tuląc do siebie Alice.- All jest moją najlepszą przyjaciółką. Znamy się praktycznie od zawsze.
-To jakim cudem nigdy o niej nie słyszeliśmy?- wtrącił się Zayn.
-To trochę skomplikowane...-powiedziałem nieco zmieszany. Bo niby jak miałbym to wszystko wytłumaczyć?
-Mamy czas.- Liam jak zwykle trzymał rękę na pulsie. -Zaprowadzimy dziewczyny do pokoi, aby mogły się rozpakować, a potem wszystko nam opowiecie.- Li uśmiechnął się zachęcająco.
Zerknąłem nieśmiało na dziewczynę. Ona w odpowiedzi pokiwała tylko głową.
-A więc idźcie za mną.- zaproponował Louis.- Pomogę wam wziąć walizki i zaprowadzę do pokoi.
-Nie ma sprawy.- odparła Melly. Podeszła do A. aby prawdopodobnie wziąć ją za rękę. Dziewczyna odsunęła się ode mnie i zrobiła nie pewnie krok w stronę swojej przyjaciółki.
Ta kiwnęła głową i złapała ją za rękę, dodając otuchy.
    Gdy dziewczyny poszły na górę za Louisem, ja poszedłem do  kuchni i wyciągnąłem z lodówki, butelkę wody, Łyk chłodnego napoju zwilżył mi suche gardło. I choć woda umorzyła pragnienie, to nie przyniosła ukojenia moim nerwom. Tyle wrażeń. Tysiące myśli krążyło mi po głowie.
Widząc moją minę Liam podszedł do mnie i złapał za ramię.
-Ciężko ci?- zapytał
-Trochę.- przyznałem.- Nie wieżę,że to się dzieje na prawdę.
-Wiem jak się czujesz. Ale nie martw się. Wszystko się ułoży. I nie mówię tego, aby cię tylko chwilowo pocieszyć.Mówię tak, bo znam to z własnego doświadczenia.
-Dzięki chłopie.- odpowiedziałem mu trochę bez przekonania. Choć Li umiał pocieszyć, a jego rady zwykle się sprawdzały, tym razem nie za bardzo wierzyłem, że wszystko się ułoży.
Bo niby jak miałem powiedzieć Alie, że jest kobietom mojego życia? Że nigdy nikogo tak bardzo nie kochałem tak jak jej? Że tęskniłem i rozmyślałem o niej w każdej wolnej chwili? Że żyję tylko dla niej? No jak?
    Wyszedłem z pomieszczenia zostawiając go tam samego. Skierowałem się w kierunku kanapy, na której siedzieli Niall, Zayn i Louis. Usiadłem w samym rogu i przeczesałem ręką włosy. Wszyscy milczeli. Pewnie nie wiedzą jak rozpocząć rozmowę. Po chwili do pokoju wszedł Liam z szklanką soku pomarańczowego. Ponieważ na kanapie nie było już miejsca, usiadł na jednej z puf. Chwilę po nim, na dół zeszły dziewczyny.
Melody jak zwykle była w dobrym humorze. Czego niestety nie można było powiedzieć o Alie. Była blada, a oczy miała zapuchnięte od płaczu. Usiadła na fotelu i podkurczyła bod siebie nogi. Melody usiadła na podłodze i oparła się o podnóżek.
-A więc... Jak długo się znacie?- zaczął Nialler.
-Poznaliśmy się...- rozpoczęliśmy jednocześnie.
Na twarzy brunetki pojawił się uśmiech.
-Ty zacznij.- zwróciła się do mnie.
-Może bedzie lepiej, jak ty im to opowiesz?- zaproponowałem nie śmiało.
-Dobrze.- zgodziła się- Więc... Nawet nie pamiętam kiedy poznałam Harrego. Z tego co wiem, nasze rodziny przyjaźniły się od dawna. Znaliśmy się od urodzenia. Razem dorastaliśmy. Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi.
Zabolało mnie jej ostatnie zdanie. Dlaczego BYLIŚMY??
-A już nie jesteśmy?
-Tego nie wiem...- przyznałą.
Zrobiło mi się strasznie przykro. Kiedyś byliśmy dla siebie wszystkim. A teraz? Dziewczyna którą kocham, nawet nie wie czy jesteśmy przyjaciółmi.
Widząc, że zrobiło się trochę nie zręcznie, Zayn zadał drugie pytanie:
- Jak to się stało, że przestaliście utrzymywać ze sobą kontakt?
-Szczerze mówiąc... to nie wiem. Też chciałbym się tego dowiedzieć.- tym razem to ja odpowiedziałem na pytanie.- Pewnego dnia po prostu wszystko zniknęło.  Straciłem z nią wszelki kontakt. Wyprowadziła się. Nie odbierała telefonu...
-A nie pomyślałeś, że mogło się coś stać?- dziewczyna zaczęła się unosić- Coś takiego, co zmieniło moje życie? Co?
-Alice. Zrozum mnie. Robiłem wszystko żeby się z tobą skontaktować. Naprawdę. Nawet poobjeżdżałem większość szpitali. Ale ciebie nie było. Jakbyś nie istniała.- wytłumaczyłem jej. Wstałem z kanapy i stanąłem nad nią.
-I tak się w tedy czułam. Nie widoczna dla nikogo.- powiedziawszy to, zaczęła płakać.
Przykucnąłem przy niej i złapałem za rękę. Nie zważałem na to, iż reszta nam się przyglądała. W tej chwili dla mnie liczyła się tylko ona.
-Proszę... Wytłumacz mi. Chciałbym cię wysłuchać. Zrozumieć... Proszę.
Ale odsłoniła twarz i spojrzała na mnie nie pewnie. W jej oczach ujrzałem smutek i ból. Ścisnąłem ją mocniej za rękę. Otarła łzy i rozpoczęła:
-Zdarzyło się to dokładnie dwa lata temu...- mówiąc to, patrzała się w przestrzeń, jakby chciała sobie coś przypomnieć.- Wracałam wtedy ze szkoły. Gdy szłam w stronę przystanku autobusowego, podjechali po mnie rodzice i powiedzieli, że nie muszę jechać autobusie, Że pojedziemy razem. Z tego co pamiętam, z ich rozmowy wynikało, że skończyli wcześniej pracę i ,że zamierzają zabrać mnie do restauracji, aby świętować jakiś awans mojego taty.- machnęła ręką, jakby chciała odgonić jakiś mało istotny szczegół. -W drodze do domu opowiadałam im o szkole, ocenach... I o tym, że...- zawiesiła się. Wyglądała tak, jakby zastanawiała się, czy nam coś powiedzieć. W końcu pokręciła głową i dokończyła-  W każdym razie... W pewnym momencie naszej rozmowy ciężarówka jadąca  z nad przeciwka wpadła w poślizg...- Przymknęła oczy i zaśmiała się gorzko- Uderzyła w nas. Moi rodzice zmarli na miejscu. Nie dało im się pomóc... Ja w wyniku obrażeń i sporej utraty krwi, zemdlałam. Obudziłam się dopiero w szpitalu. Po dwóch tygodniach. A wicie co w tym wszystkim jest najzabawniejsze? To, że ciężarówka, która w nas wjechała należała do firmy CocaCola Company. Do firmy, która produkuje mój ulubiony napój. Do tej pory przysyłają mi co miesiąc skrzynkę Coli. W ramach przeprosin. Ale to i tak nie przywróci mi rodziny...
   Wszyscy patrzeliśmy się na nią zszokowani. Nie przypuszczałem. że tak się to wszystko potoczyło. Myślałem, że się tylko przeprowadziła i nie chciała już się ze mną przyjaźnić. Myślałem, że to przeze mnie. A tu coś takiego...-Wolałabym abym to ja zginęła zamiast nich...
-Nawet tak nie myśl!- zawołałem- Widocznie tak już musiało być. Nic już na to nie poradzimy. To nie twoja wina, że ciężarówka wjechała akurat w was.
Dziewczyna spojrzała na mnie spod łba. Co ja takiego powiedziałem?
-Łatwo ci mówić Harry... Nie wiesz jak to jest nie mieć nikogo.W jednej chwili straciłam wszystko. Dom... Rodzinę.. Przyjaciół.- przy ostatnim słowie spojrzała na mnie znacząco.- Życie. Nie miałam już siły. Chciałam, żeby podali mi tym zasranym szpitalu jakieś tabletki od których bym umarła. Nie miałam dla kogo żyć. Byłam małą, opuszczoną, nie kochaną nastolatką.- spuściła wzrok i wyciągnęła przed siebie ręce.- Myślisz, że dla czego zaczęłam się ciąć?- wyszeptała najciszej jak potrafiła- miałam zbyt wiele na kłopotów głowie. Nie mogłem sobie z nimi poradzić. Ale nagle w moim życiu pojawiła się Melody. Pomogła mi się podnieść. Jej rodzice mnie adoptowali. Wszystko wracało do normy.- spojrzała na Mel i uśmiechnęła się. Blondynka odwzajemniła ten drobny gest.- Ale jednak nic nie załata tej ogromnej, czarnej dziury w moim sercu. Po stracie.
Gdy dziewczyna wstała z fotela, podszedłem do niej po prostu przytuliłem. Ona wtuliła się w moje ramię i wyszeptała mi do ucha:
-Tak bardzo chciałabym ci móc jeszcze raz zaufać...
-To zrób to. Zaufaj. Jak dawniej...
-Spróbuję.
-Obiecaj mi to. Proszę...- chciałem być pewny, że chociaż się postara.
Zawahała się, ale po chwili kiwnęła głową.
-Dziękuję-  odpowiedziałem i pocałowałem ją w czubek głowy.